Raniące relacje i głębokie marzenia wg Psychologii procesu

23/04/2020

W codziennym życiu często spotykamy się z osobami tkwiącymi w związkach, które przynoszą im więcej cierpienia niż korzyści. Jedna ze stron, pomimo powtarzających się zranień i poczucia niespełnienia a nawet nieszczęścia, pozostaje w relacji lub odchodzi po to tylko, żeby za chwilę wrócić. Po drugiej stronie jest partner, który jest uzależniony, notorycznie nie dotrzymuje obietnic czy nawet dopuszcza się przemocy fizycznej czy psychicznej czy partnerka, która zdradza, poniża psychicznie, wiecznie nie docenia. Konfiguracje płci zmieniają się a same raniące zachowania mogą być dodatkowo wzmacniane wzorcami kulturowymi określającymi, co jest OK a nawet pożądane w zachowaniu kobiety czy mężczyzny a co absolutnie ‘nie wypada’. Uwikłanie może przybrać również postać nieustannego czekania na kogoś, kto jest nieosiągalny lub ciągłego wracania we wspomnieniach do kogoś, kto odszedł wiele lat wcześniej. Patrząc z boku na taki obraz, zastanawiamy się, jak to możliwe.


Powodów jest oczywiście wiele: wzorce wyniesione z domu rodzinnego, uzależnienie ekonomiczne, niskie poczucie własnej wartości, przekazy kulturowe, brak kontaktu z własnymi uczuciami i potrzebami, poczucie winy etc. Jednym z elementów tej układanki, na który zwraca uwagę Psychologia Procesu, jest tzw. wysoki sen (z ang. high dream). W uproszczeniu ujmując, w kontekście relacji, jest to nasza najgłębsza wizja upragnionego związku.


Każda i każdy z nas ma swoją unikalną wersję takiej wymarzonej relacji. Dla jednej osoby będzie to nieustanne wzajemne motywowanie się do rozwoju, wielogodzinne dyskusje intelektualne i wyprawy w góry. Dla innej wspólne wychowywanie dzieci i wzajemna codzienna troska. Ktoś może marzyć o pełnych emocji kłótniach, po których następuje równie ogniste zbliżenie seksualne. Wysokich snów relacyjnych jest tyle, ilu ludzi na świecie a każdy z tych snów jest złożoną mozaiką zachowań, cech i nastrojów, za którymi tęsknimy.


Wysoki sen związany jest z naszymi najgłębszymi potrzebami, dlatego jest nieodłączną częścią nas samych. I domaga się spełnienia. Gdy zakochujemy się, przypisujemy często obiektowi naszych uczuć cechy zgodne z naszym snem. Ktoś ma mocną sylwetkę i kojarzy to się nam z opieką i zapewnieniem nam poczucia bezpieczeństwa. Ktoś inny zawadiacko się uśmiecha i już widzimy oczami wyobraźni, jak biegniemy razem lekko po łące z dala od wszelkich problemów świata. Dostajemy prezenty czy komplementy i przepełnia nas poczucie ważności i wyjątkowości. W niektórych relacjach więź się z czasem pogłębia, w innych początkowe zachęty nikną w obliczu nieproporcjonalnie częstszych zranień.


Potrzeba miłości, pragnienie spełnienia głębokiego snu, który nosimy w środku duszy, może spowodować, że uporczywie trzymamy się osoby, z którą skleił się nasz sen. Koncentrujemy nadmierną uwagę na pozytywnym wydarzeniu, wyolbrzymiając jego znaczenie, ignorując jednocześnie całą serię negatywnych doświadczeń. Bukiet kwiatów wręczony o poranku przekreśla kolejną wielodniową libację a miły sms unieważnia tygodnie milczenia. Może być też i tak, że nie ma już niczego dobrego, ale wierzymy, że jeśli jeszcze trochę mocniej się postaramy, sen się ziści.


Terapia może pomóc w eksploracji marzeń relacyjnych i zbliżeniu się do ich realizacji. W procesie budowania satysfakcjonującego życia ważne jest często mocne stanięcie za snem. Jeśli w pełni uznajemy, że zasługujemy na dobre doświadczenia, łatwiej jest nam przytomnie ocenić, czy to, czego pragniemy faktycznie wydarza się w rzeczywistości. Na tej drodze spotkamy zapewne przekonania, które stoją w kontrze do naszego snu: ‘nie ma takich czułych mężczyzn’, ‘jestem za stary’, ‘rolą kobiety jest poświęcać się’ etc. Mogą powrócić wspomnienia negatywnych doświadczeń z pierwszych relacji z opiekunami. Proces terapeutyczny pomaga uleczyć stare zranienia i zbudować nowe, sprzyjające wzorce myślowe. Co ciekawe, przy okazji możemy odkryć, jak wiele z tych pięknych cech, które przypisujemy innym to części nas samych, które od dawna domagały się poznania. Tym sposobem stajemy się również spełnionym snem o nas samych.


Agnieszka Olszewska – Kaczmarek
Psycholożka i psychoterapeutka